Spływ Białą Przemszą

15 maja 2008 roku pływałem sobie kajakiem po Białej Przemszy i leżących na niej drzewach.

Spływ ten planowałem już zeszłej jesieni. Wtedy z różnych względów (np. coraz krótszego dnia lub logistyki) nie wyszedł. Teraz plan był prosty. Przepłynąć ze Sławkowa do Maczek lub Jęzora. Według kilometrażu Białej Przemszy znalezionego w sieci byłoby to 15km do Maczek i 25km do Jęzora, gdzie rzeka łączy się z Czarną Przemszą tworząc Przemszę. Wedle kolejnych informacji znalezionych w sieci prędkość rzeki w okolicach Sławkowa nie była na tyle znaczna, aby przepłynąć 25km, dlatego przypuszczałem, że spływ skończę w Maczkach.

Obawiałem się trochę różnego rodzaju progów. Po tym co na ich temat poczytałem miałem stracha w sytuacji gdyby doszło do jakiś problemów. Do dzisiaj pamiętam huk spadających mas wody na jednym z progów na Białej Przemszy na wysokości Jęzora. Robi wrażenie, a poza tym nie każdy próg jest spływalny dla kajaków.

Nie mam zbyt dużego doświadczenia w robieniu spływów kajakowych. Dlatego spływ ten postanowiłem potraktować jako rekonesansowy. Spływ zacząłem o 10 rano 15 maja 2008 roku koło mostku niedaleko rynku w Sławkowie. Z początku miałem obawy co do głębokości rzeki. Okazało się jednak, że są niczym nieuzasadnione i rzeka ma odpowiednią głębokość - metr i więcej.

Z początku brzegi były porośnięte z rzadka drzewami i z pomiędzy nich prześwitywały domy. Później płynąłem wśród łąk i lasu. Płynąc starałem się robić zdjęcia. Nie było to jednak łatwe, bo kajak co chwila zmieniał kierunek płynięcia, i trzeba było kontrować wiosłem.

Ciągle trzeba było omijać zwalone drzewa. Najdłuższy odcinek bez większych przeszkód miał co najwyżej dwieście metrów. Co kilkadziesiąt metrów leżały drzewa. Pod niektórymi można było przepłynąć kładąc się do kajaka.

Inne drzewa leżały nieco pod powierzchnią wody. Żeby je przepłynąć trzeba było na nie wpłynąć. Kajak stawał na przeszkodzie. Potem przechodziło się na przód kajaka i wypychało go z przeszkody. Odciążony tył uwalniał się i można było płynąć dalej. Jednak parę razy drzewa leżały na całej szerokości rzeki tak, że nie dało się przepłynąć ani pod nimi, ani nad nimi. Trzeba było wysiąść z kajaka na omszałe śliskie drzewo, i przeciągnąć kajak na drugą stronę.

Świadomość tego, że przepłynąłem właśnie nad jakimś drzewem pojawiała się kiedy słyszałem delikatny pisk. To któraś gałąź leżącego pod wodą drzewa rysowała mi dno kajaka. Co ciekawe prąd rzeki stawał się mocniejszy przed zwalonymi drzewami. Nie zawsze udawało mi się wmanewrować w wąskie przejście pomiędzy jednym lub drugim pniem i kajak uderzał mocno w gałęzie lub drzewo. Nad brzegami rzeki rosną różnego rodzaju krzewy i inne roślinki. Więc czasami mój kajak, ja i moja twarz lądowała w gęstwinie krzaków lub zwisających gałęzi. Wiosło nie wystarczało do ochrony, bo potrafiło się w nie wcześniej zaplątać. Przy każdym takim lądowaniu w krzakach do kajaka spadały gałązki, liście i pająki.

W pewnym momencie zauważyłem pień drzewa obgryziony przez bobry. Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia, bo prąd rzeki pchał mnie już na kolejną przeszkodę. Na całej trasie minąłem parę mostów. Niektóre były już chyba nie używane, bo były zarośnięte.

Kiedy porównałem kilometraż rzeki do moich postępów okazało się, że raczej nie będę w stanie zrobić całej trasy. Ciągłe omijanie drzew było męczące i mogło doprowadzić do zniszczenia kajaka. Do Maczek było 8km drogi i jeśli w rzece było tyle samo drzew to kajak mógłby nie przeżyć. Postanowiłem, że zakończę spływ na ujściu Sztoły niedaleko od przepustów rurowych w Sławkowie-Ryszce. Całość zajęła 3 godziny i liczyła około 6km.

Z Burek, osiedla niedaleko Ryszki odebrał mnie kolega Krzysiek i zawiózł z powrotem do zostawionego na rynku w Sławkowie auta. Składam mu za to wielkie podziękowania. Bez niego spływ ten nie odbyłby się. Logistyka spływu jest dla mnie zagadnieniem trudniejszym niż sam spływ. A ogólnie pisząc chodzi o to, żeby tak się zorganizować, aby po spłynięciu rzeką mieć czym wygodnie wrócić do domu.

Biała Przemsza w tym odcinku co płynąłem jest dziką rzeką. Jej brzegi są nieuregulowane i często stanowią korzenie drzew, które nad nią rosną. Na rzece żyją bobry. Przy niektórych zwalonych drzewach znajdowały się sterty gałęzi co mogło być żeremiami bobrowymi. Rzeka jest bardzo malownicza i urzeka krajobrazem. Sam mieszkając nad rzeką w betonowych okowach myślę, że to fajnie, że tak niedaleko od rejonu kompletnie zurbanizowanego można znaleźć tego typu miejsca.

Na koniec artykułu przydałyby się jakieś wnioski. Moje są takie, że mój kajak jest bardzo wytrzymały i jestem bardzo zdziwiony tym, że przepłynął te 6km nie tylko po wodzie, ale i drzewach. Świadczy to dobrze o jego konstrukcji. Choć będę musiał sprawdzić dno i zobaczyć jak bardzo jest porysowane.

Jeśli chodzi o rzekę to właściwie można by na niej urządzać zawody w pływaniu po drzewach. A tak na poważnie, to jest ich za dużo i mnie pływa się ciężko. Wiem, że są ludzie, którzy takie klimaty uwielbiają, ale jak dla mnie jest to trochę zbyt męczące. Myślę, że może kompozytowe lub polietylenowe kajaki nadawałyby się bardziej do takiego pływania niż kajaki dmuchane.

Wbrew moim obawom nie było żadnych progów. A napotkane ostrzejsze fragmenty przepłynąłem bez problemu. Choć z tego co wiem, dalej progi już są. Dobrze byłoby sprawdzić jak prezentuje się rzeka w dalszych odcinkach. Może od Maczek do ujścia będzie już mniej powalonych drzew?

 

2008


Baner1

Copyright © 2013 Forgotten Mines Team - Grupa Zapomnianych Kopalni. Wszelkie prawa zastrzeżone.